Obiadolancze jednoosobowe - Pizza

Zero oryginalnosci wykaze. Pizza to jedno z moich ulubionych dan. I tyle.
Zalegalymi w lodowce jakies bibeloty, a straszna mialam ochote na zrobienie ciasta drozdzowego, wiec kilka dni temu, w porze lanczowej, zmobilizowalam sie i machnelam domowa pizze.

PIZZA"CZYSZCZENIE LODOWKI"

Skladniki:

*ciasto*
-maka
-drozdze
-mleko
-cukier, sol
-oliwa

*farsz*
-sos - albo puszkowy/sloikowy (gotowy), albo rozrobiony przecier zziolami i czosnkiem, albo po prostu drobniutko pokrojone pomidory zodrobina oliwy i ziolami, wersja dowolona
-ser - jak kto woli
-dodatki - jak kto ma ochote

1. Zaczyn z drozdzy - uzylam ok. 250 ml mleka, powazna lyzke cukru, 3/4saszetki suszonych drozdzy, ok. dwie lyzki maki. Zaczyn zostal podprzykryciem, w cieplym miejscu (ja robilam go w malym garnuszku, kuchenke mam elektryczna, wiec po podgrzaniu mleka po prostuzostawilam dziadostwo na kuchence, bo palnik byl jeszcze cieply). 
2. Do michy wsypalam make, taka konkretna szklanke maki, do tego dodalam lyzeczke soli i ze dwie lyzki oliwy. Na to wylalam zaczyn, rozmieszalam i powyrabialam dodajac maki. Po kilku minutach wyrabiania, uformowalam kule i odstawilam ja w cieple miejsce (pod przykryciem, najlepiej pod sciereczka) na ok. godzine. 
3. Po godzinie przebilam wyrosniete ciasto, rozrobilam jeszcze z maka iuformowalam placek na pizze. Ciasta troche mi zostalo, wiec uformowalam jeszcze trzy male buleczki. Piekarnik nastawilam na 200 stopni i od razu wrzucilam do niego ciasto (rozprowadzone na kropli oliwy) i wyjelam je, kiedy byl w pelni nagrzany. Tym sposobem ciasto jeszcze podroslo, uzyskalo ksztalt i nie bylo obawy, ze mi klapnie. 
4. Przygotowalam farsz. To wedle uznania, ale napisze, co u mnie zalegalo i jak wykorzystalam. Resztka pasty do bruschetty zostala zmieszana z resztka koncentratu pomidorowego.Troche bylo za geste, wiec dodalam odrobinke wody. Odstawilam. Maly kawalek cukinii pokroilam w kostke, dorzucilam do podduszonej szalotki i szpinaku, a nastepnie calosc doprawilam dwoma zabkami czosnku. Zalegala mi jeszcze jakas dupka od pomidora, wiec ja rowniezwkroilam pod koniec. Sol i pieprz wg uznania. 
5. Kiedy piekarnik zapipkal, wyjelam ciasto, posmarowalam je sosem, nastepnie farszem z patelni, to wszystko posypalam ziolami prowansalskimi (kusilo mnie, zeby dodac tylko oregano, ale ziola przyszly z Polski imam teraz ochote wszedzie je dodawac), nastepnie udekorowalam porwanymi kawalkami mozarelli, ktora tez siedziala w lodowce i sie nudzila. 
I tak wszystko zapieklam jeszcze jakies 15-20minut. 
A potem zezarlam wszystko sama.


Tagi: przepis
2011-06-02 00:38:05 skomentuj (3)

Obiadolancze jednoosobowe - Zupa brokulowa
W trakcie obiadu zwykle jestem sama. Glodnieje zwykle, kiedy maz zaczyna wychodzic do pracy, wiec na ogol jem sama. Jedzac sama mam okazje ugotowac sobie potrawy, ktore lubie, a za ktorymi on nie przepada. Slowem takie, ktorych nie gotuje dla nas dwojga. Dzis na stole wyladowala u mnie...

ZUPA BROKULOWA
Szybka, prosta, pyszna. I leniwa, bo na kostce (polskiej!), ale tak sie zlozylo, ze skladnikow na wywar bylo brak. A poza tym, mialo byc jak najprosciej i jak najszybciej.
Skladniki (gotuje zawsze na oko, wiec...trudno mi podac ile czego)
- kostka rosolowa (dla ambitnych - wloszczyzna) - ja uzylam pol, bo robilam jedna duza porcje
- pasek lub dwa boczku 
- brokuly - ja uzylam mrozonych, bylo ich mniej wiecej pol na pol w stosunku do bulionu
- lyzka smietany
- parmezan
- sol, pieprz, koperek, duzy zabek czosnku
- opcjonalnie - plasterek zoltego sera i kawalek bulki (ja uzylam "amerykanskiego szwajcarskiego" sera i kawalka bulki, ktora mi sie ostala ze sniadania)

Bulion gotujemy, raz dwa. Kiedy zawrze, dodajemy brokulki i gotujemy do miekkosci. Ja swoje mrozone gotowalam 5 minut. Na patelni wysmazamy boczek z tluszczu (ja pokroilam go na ok. centymetrowe kawalki), odstawiamy. Ugotowane brokuly wyciagamy z bulionu, wrzucamy do blendera/miksera, wraz z zabkiem czosnku (ja uzylam dwoch, bo akurat trafily mi sie dosc szczuple) i lyzka gestej smietany. Miksujemy do uzyskania jednolitej masy. Pod koniec wrzucamy do miksera boczek i pulsujemy tylko tak, zeby zostaly z niego male kawaleczki, a nie mazia. Wrzucamy wszystko z miksera do naszego buliony, dosypujemy parmezanu, zagotowujemy i gotujemy przez ok. minute, az parmezan sie roztopi i wszystko ladnie polaczy. Doprawiamy sola, pieprzem, dorzucamy koperek. W tosterze (piekarniku, jak kto woli) rumienimy bulke, kladziemy na nia plaster sera, kroimy na male (croutonowe takie) kawaleczki i wuala. Zupe wlewamy do miseczki, dodajemy bulke, wcinamy.

Tagi: przepis
2011-06-02 00:03:17 skomentuj (0)

Kanapowy ziemniak
Skonczylismy sie meblowac. Teraz zostaly nam juz tylko dodatki i sprawy dzieciece. 
Tydzien temu przywiezli nam kanape, ja zlozylam duza komode, dokupilismy kwiatki, stoliki i zapewne kupimy jeszcze jakies pierdolety, zeby sciany golizna nie straszyly. Tymczasem, pokoj dzienny jest super i wyglada jak prawdziwy pokoj dzienny. Mozna usiasc, wypic herbate, no swiat i ludzie po prostu!
Poza tym, jest dobrze. Sprawy chyba ida do przodu, podobnie jak brzuch. Dziewczynka kopie o prawie stalych porach. No wlasnie - dziewczynka. Roboczym imieniem jest Milena, ale o ile na poczatku Jason nie byl przekonany, a ja walczylam (i, cholera, wywalczylam), o tyle teraz ja zaczynam miec "drugie mysli", a on juz o niej mowi per Milena. Z drugiej strony, jak sobie teraz tak to imie przeczytalam, to jednak, jednak...Zobaczymy. 
Wczoraj tak mnie polamalo, ze ledwo doczolgalam sie do lozka. Cos mnie lupnelo w plecu i tak zostalo. Dzis rano bylo ok. ale czuje, ze chyba znowu sie zaczyna. Nie wiem, czy cos/ktos uciska mi nerw, czy co sie dzieje - czekam, az oddzwoni do mnie moj lekarz.
Tymczasem, ide sie wypisac kulinarnie!


2011-06-01 23:45:51 skomentuj (0)

...i jeszcze
I przypomnialam sobie - o zarciu mialam pisac. O podbojach kulinarnych. Tylko, ze ograniczona mocno jestem. Na zakupy sama nie chadzam, bo nie mam jak, kupuje glownie podstawowe produkty, chyba, ze mam akurat na cos taka ochote, ze bez tego czegos bym zabila. Staram sie gotowac prosto, ale smacznie. Kupilam duzo przypraw, dodatkow, ktore starczaja na dlugo, a kompletnie zmieniaja smak (sos sojowy, olej sezamowy, etc.). Inspiruje sie strona Kwestia Smaku oraz, oczywiscie, stanem mojej lodowki.

Zaluje, ze tak zaniedbalam potwornie. Wydarzylo sie wiele fajnych rzeczy, o ktorych powinnam byla napisac, a ktore przewalaja mi sie teraz przez glowe zupelnie bez ladu i, co za tym idzie, bez mozliwosci przeklikania tego na bloga. Trudno. Moze bede w trakcie sobie wspominac :)


2011-05-11 03:14:03 skomentuj (0)

Zaniedbalam
Zaniedbalam jak pieron.
Nadrabiac nie bede, bo leniwa jestem. I okragla jak bebenek jamba.
Tak, czy inaczej, mieszkamy od ponad dwoch miesiecy na "swoim", jestem w piatym miesiacu ciazy, z tesciowa kontakty sa nie tyle ozieble, co koszmarne, ja jestem coraz okraglejsza i mam ochote zabijac co druga osobe za opieszalosc.
Ze wzgledu na stan blogoslawiony (czy jak ktos kopie od srodka, we flaki, to to jest blogoslawienstwo? a pewnie!) nie bede sie rozkrecac, bo sie nakrece i nic dobrego z tego nie wyjdzie.
O pierdolach bede pisac. 
Przeszlam okres hormonalnej burzy, dzieki ktorej rzucalam przedmiotami, krzyczalam wnieboglosy i denerwowalam sie WSZYSTKIM. Na dzien dzisiejszy mam jako takie filozoficzne podejscie i skupiam sie na kopaczu. W poniedzialek byc moze uda sie okreslic jego plec. No i wtedy bedziemy rowniez okreslac imie. Moj maz proponuje Aleksandra i Magdalene, a ja...nie moge wytypowac swoich propozycji. Jakies pomysly? Jak bylam mloooodsza (i moje zycie polegalo glownie na teoretyzowaniu), wydawalo mi sie, ze wybor imienia to super zabawa i mialam nawet spisane swoje ulubione. Kartka przepadla, ja nie pamietam, a po glowie mi nic nie chodzi.
Dziecie bedzie rodowitym Amerykaninem. Debiliada jakas - z matki Polki Amerykanin?! Jak to?! I z jezykiem mnie tez wygryza, cholery jedne? Bede sie musiala z polskim lokciami przepychac. 

Dzis nadeszla paczka z Polski, od mamy. Spozniona tydzien, wiec skakalam pod sufit, bo myslalam, ze kilka par ulubionych butow poszlo sie, mowiac adekwatnie, jebac. A tu taka niespodzianka!
Od razu zrobilam sobie makaron z sosem z podgrzybkow i przezywalam gastronomiczne orgazmy. Zycie jednak jest piekne.


2011-05-11 03:08:03 skomentuj (0)

Pierniki
Nie bedzie o osobach w wieku podeszlym. Nie bedzie tez o ciastkach. Tytul taki wrzucilam, poniewaz zostalam zasypana piernikami i nie jestem w stanie ich przejesc. Najpierw maz mi przyniosl wor, potem tesciowa paczke...i tak oto walcze z piernikami. 
Miesiac przed Walentynkami (mielismy nie obchodzic!) Jason uznal, ze zrobimy cos wesolego i...wybieramy sie na przejazdzke "pociagiem z zarciem". Jason bedzie jesc wolowine, a ja lososia. Nie wiem do konca, o co chodzi, ale zdam relacje, za miesiac. Nie pamietam kiedy ostatnio mialam az tak dalekoterminowe plany, szok. Szok!
Zycie plynie bez zmian wiekszych, dokumenty wciaz w drodze, ja natomiast uporalam sie ze skaczaca powieka i nerwem. Z nerwem moze jeszcze nie do konca, ale z powieka na pewno. Zaczelam brac magnez i nie wiem, czy az tak bardzo na nim polegam, ale po pierwszej tabletce juz poczulam sie lepiej. Od paru dni nie pilam tez kawy, ktora wyplukuje wiekszosc pozytecznych zwiazkow z organizmu. Tak, czy inaczej, magnez rzadzi i mam zamiar brac go codziennie. 
Dnie samotne spedzalam ostatnio na ogladaniu filmow i czytaniu jakiejs poteznej ilosci prasy, ktora przyszla poczta. Jakis czas temu Jason zamowil mi probna prenumerate 3 numerow 3 magazynow. Powinnam byla dostac 9 gazet. Nie, zebym narzekala, ale nawysylali mi tej pracy jak zwariowani, wiec mam co czytac. Najlepsze jest to, ze kiedy w latach 90tych, jako nastolatka, ogladalam kolorowe magazyny, wiedzialam kogo przedstawiaja zdjecia. Dzis z grubsza znam czesc osob, kilka znam FAKTYCZNIE, a o reszcie w zyciu na uszy nie slyszalam. Kiedys znalam czlowieka, nawet jesli uwazalam, ze to przestepca, kryminalista, narkoman i element z marginesu. Dzisiaj nie wiem, kto sie do mnie szczerzy. Rozrywkowa i telewizyjna ulomnosc, nie ma co. 
Kulinarnie w ciagu ostatnich dni bylo niezle - to poszlismy do - UWAGA - knajpy azjatycko-meksykanskiej, to do meksykanskiej, to nie trzeba bylo gotowac jalowego obiadu, bo mialam jakies resztki z knajpy. A, co do kulinariow, chodzi mi po glowie tagliatelle z grzybami. Albo z lososiem. Z grzybami jest o tyle problem, ze lesnych tutaj nie zaznam (suszone jedynie, w sklepie "europejskim", za jakies 5 dolcow), pozostaja mi jakies ichnie wymysly, chociaz widzialam raz czy dwa razy w sklepie cos na ksztalt boczniaka. Nada sie, a co. Grzyb, wino, smietana, cebulka, zle nie bedzie. 
No. Staram sie jakos trzymac w ryzach i nie zachowywac jak mala dziewczynka. Staram sie, z wychodzeniem roznie bywa, ale grunt, ze CZASEM wychodzi.
Odbilo mi poza tym na punkcie perfum. Dostalam wlasnie Fancy Nights Jessiki Simpson (odbilo mi po kupieniu bielizny w jej butiku - wina tesciowej - kupila mi tam spodnie!) i najpierw mialam potwornie mieszane uczucia. W szczegolnosci, ze nie wiem co mi odbilo, zeby kupowac perfumy bez uprzedniego powachania (razem ze stanikiem dostalam probke innych perfum i uznalam, ze co mi tam, raz sie zyje), ale mysl o tym, ze beda najpierw moje, a dopiero wtedy bede mogla je powachac, dala mi jakas (chora) satysfakcje. Jak wspomnialam - pierwsze wrazenie bylo dosc mieszane (mialam ostatnio klopot ze znalezieniem ladnego zapachu w drogerii, wszystko mnie dusilo), potem natomiast zapach zaczal mi przypominac Angel Thierry Mugler. I wtedy sie ucieszylam. Angel nie dosc, ze jest drogi jak pieron, jest przepiekny. Chociaz mocny, ostry, lekko duszacy i...odwazny. Teraz napalilam sie na Prade pomaranczowa (Infusion Fleur d'Oranger bodaj), ponownie na Un Jardin Sur Le Nil Hermesa oraz Amor Amor Tentation Cacharela (ale to moze, jak mi wyjdzie Amethyst Lalique). Tak. Odbilo mi na punkcie perfum, czytam cala mase recenzji w sieci, ogladam oferty, doszlo do tego, ze dzis w supermarkecie rzucilam okiem, co maja (a w supermarkecie poza latami 90tymi kroluja zapachy celebrytow - i nie jest to hipokryzja!), ale szybko sie zmylam z dzialu, kiedy miedzy polki wjechala pani na skuterze i skuter zaczal piszczec, jakby go ze skory obdzierali. 
Strasznie mi szybko czas dzisiaj zlecial (chociaz snulismy sie przez miasto tu i tam), a ze leci szybko caly czas, lece dolac wina, zanim bedzie trzeba isc spac.


2011-01-17 07:57:51 skomentuj (2)

Grypa
Przypelzla grypa. Przynajmniej bede juz wychorowana i bede miala z glowy. Wczoraj caly dzien sie telepalam, kosci i miesnie bolaly mnie tak, jakbym dwa dni biegala po okolicy, wymiotowalam wszystkim, lacznie z woda, ktora wypilam (wode wyzygalam normalnie i przez nos, zeby szybciej chyba bylo). Dzis juz zjadlam sniadanie, jak czlowiek i moze bede przytomniejsza. Herbaty sobie zrobie i bede nadal zalegac. Spalam dobrze chyba tylko dzieki temu, ze maz nafaszerowal mnie jakims lekiem. Co za zycie. 

2011-01-06 20:30:06 skomentuj (0)


Liczniki internetowe